Taylor Tawny - Cielesny głód, E-booki, Moja biblioteka, kasia999kkk

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Carnal Hunger
Carnal Hunger
Rozdział 1
Jasmyne Vaughn nie zdawała sobie sprawy, że jej matka była narkomanką,
aż do dnia, w którym Maria Vaughn wróciła do domu trzeźwa.
Minęło wiele lat od czasu gdy Jasmyne pierwszy raz poznała słodką, uważną
kobietę, jaką stawała się jej matka, kiedy nie była nawalona, i mogła policzyć na
palcach jednej ręki, ile razy widziała tamtą kobietę od tamtego czasu. Po raz
kolejny- jej druga strona- nieodpowiedzialna i niestabilna- Maria wróciła.
Jasmyne przez telefon przełknęła kilka wybranych słów podziękowania,
kobiecie, która z całą pewnością nie winiła jej za wszystkie okropności, które
przed chwilą usłyszała. Nie, nigdy nie było sprawiedliwym strzelanie do posłańca,
baz względu jak okropne miał wieści. Winą obarczone były barki pewnej
irytującej, upartej kobiety.
Jak na ironie Jasmyne kochała swoją matkę. Bardzo. Za bardzo. To był
powód, dla którego zdecydowana była zrobić wszystko- legalnie czy nie- by matka
była na odwyku tak długo, by była czysta na zawsze. Był to też powód dla którego
nierozważnie pozwoliła swojej matce zostać u niej poprzedniej nocy.
Gdyby tylko mogła cofnąć czas.
Nieważne było, że było już pięć nieudanych prób przeprowadzenia odwyku do
końca. Pięć. W przeciągu ostatnich dwóch lat. Wszystkie odwyki, prócz
ostatniego, były finansowane, przez wyczerpane już prawie konto bankowe
Jasmyne. Zmądrzała dopiero po tym, jak Maria po raz czwarty opuściła AWOL
Ile razy słyszała to stare powiedzenie- do czasu, gdy nałogowiec nie będzie
w stanie zmienić się dla siebie- będzie kontynuował autodestrukcję. Ale pomimo
tego, że Maria była uzależniona gdy Jasmyne chodziła jeszcze w pieluszkach, ona
po prostu nie mogła porzucić nadziei. Nie mogła się odwrócić plecami od swojej
mamy. Może było to uwarunkowane genetycznie, ten brak zdrowego rozsądku.
Maria na pewno udowodniła, że brak jej zdrowego rozsądku, zanim jeszcze
1 Ośrodek odwykowy
 Carnal Hunger
zaczęła brać narkotyki. Bez wątpienia była to ryzykowna nadzieja, życzeniowe
myślenie skłoniło Jasmyne, do zaproszenia matki wczorajszej nocy.
Maria brzmiała tak szczerze, gdy wczoraj mówił jej, że chce zmienić swoje
życie. A potem, gdy Jasmyne spała wyczyściła jej mieszkanie. Pieniądze, biżuteria,
DVD, praktycznie wszystko, co mogłaby sprzedać na ulicy. Tak, Jasmyne
martwiła się o biżuterię i pieniądze. Nie przychodziły łatwo, kiedykolwiek. Ale
najbardziej martwiło ją, że jej matka ukradła pudełko, które nawet nie powinno
si,ę znajdować w jej domu.
Jej szef ją zabije. I to z dobrego powodu. Każdy, kto pracował tak długo jak
Jasmyne w swojej firmie, widział że nie jest bezpiecznie trzymać w domu
niedoręczonych paczek. Kurier firmy specjalizującej się w dostarczaniu cennych,
delikatnych, dyskretnych lub rzadkich przedmiotów, czy dokumentów nigdy nie
zabierał paczek na noc do domu- ale nie mogła nic na to poradzić. Wczoraj
wieczorem nie miała wyboru.
Jasmyne sprawdziła zegar po raz trzeci. Prawie druga rano. Hałas obudził
ją koło godziny temu. Od tego momentu, każdą minutę spędziła na sprawdzaniu,
co zaginęło, dzwoniąc, szukając swojej matki. Klnąc wyrwała walizkę spod
swojego łóżka. Dzięki podróżą między swoją pracą a jej matką, przelatała kilka
tysięcy mil, ale od tego czasu jej wierny Samsonite był w garażu. Rzuciła
bagażówkę na łóżko i zaczęła zbierać rzeczy potrzebne na kilkudniową podróż.
Rzucała skarpetki, bluzki i koszulki, w myślach układała listę rzeczy, którymi
będzie musiała się zająć przed wyjazdem do Detroit. Oczywiście pierwszą rzeczą
jaka musi zrobić, to zadzwonić do pracy. Praca. O kurwa. Co ma zrobić? Ostatni
raz, gdy cztery miesiące temu użyła słowa „chora”, jej szef, Carol- zatykarka
Swanson uprzedził, że jeśli jeszcze raz usłyszy od niej to słowo, zostanie
zwolniona. I niestety musi powiedzieć jej o kradzieży paczki. Ale jeśli to zrobi, jej
matka może zostać oskarżona. To było złe.
Praca była jedyną rzeczą bez której nie mogła się obejść. Regularna wypłata
zapewniała jej dom. I jedzenie. I prawdopodobnie kolejny odwyk, gdy jej matka
stwierdzi, że znowu jest gotowa.
Albo jej rachunki. Cholera. Upadła na łóżko. Cóż za dylemat. Pozostać w domu,
2 Stick-Up-Her-Ass
 Carnal Hunger
znaleźć zgodny z prawem by odzyskać paczkę, ewentualnie utrzymać pracę...i
oglądać jak jej matka trafia do więzienia. Albo nałże szefowej, wyruszyć za jej
matką i w jakiś sposób odzyskać skradzioną paczkę, na własną rękę. Cholera.
Nie obędzie się bez ryzyka i konsekwencji. Ważyła decyzję i postanowiła opóźnić
nieco wyjazd do Detroit i robić rzeczy w odpowiednie sposób, w pewnym sensie.
Miała dobre uzasadnienie, dla którego nie przyniosła paczki wczorajszego
wieczoru. Jej szefowa będzie wściekła, gdy powie, że zapomniała zabrać dziś
paczki, ale Carol nie będzie miała podstaw do zwolnienia jej dopóki nie zauważy
zniknięcia paczki. Musiałaby udawać, że stara się wielokrotnie powtarzać, próbę
dostarczenia i kupić im obu trochę czasu. Potem weźmie kilka wolnych dni i tak
szybko jak tylko to możliwe, będzie na pokładzie samolotu do Motor Cit
Były dwie rzeczy, które się nie zmieniały- jej matka uzależniona od
metaamfetaminy nie mogła pojechać daleko na własną rękę. I zawsze wracała do
domu, gdy chciała być na haju, gdy jej narkomańscy przyjaciele żyli.
Kilka dni. Musi poczekać tylko kilka krótkich dni, by dostać urlop. Boże,
miała tylko nadzieję, że jej matka zachowa pudełko, do czasu aż tam dotrze.
Jasmyne nie miała pojęcia, co w nim jest. Doświadczenie nauczyło ją, że trudno
śledzi się rzeczy sprzedane na ulicy. Niemożliwym było odnalezienie nieznanej
rzeczy. Musi się dowiedzieć, co buło w pudle. Aby to zrobić musi wsadzić ręce w
papierkową robotę, w biurze Carol. Pchnęła w połowie zapakowaną walizkę do
szafy i niechętnie wróciła do łóżka.
*
Przeraźliwy dźwięk telefonu obudził Jasmyne jakiś czas później,
przerywając szalony koszmar z udziałem jej matki i kilku jej zaćpanych przyjaciół.
Jej oczy otworzyły się i spojrzała na czerwone cyfry zegara i wygrzebała telefon.
Dobre wieści nigdy nie przychodziły o 5:07 rano.
- Halo? - zapiała zachrypniętym, środkowo nocnym głosem
- Jas
- Mamo? Gdzie jesteś?- żołądek ścisnął jej się w brzuchu. Jej matka do niej
dzwoniła? Diabeł jeździ na nartach w piekle
- Gdzie jesteś?
3 Detroit
4
The devil was skiing in hell. ”
  Carnal Hunger
- Ja...nie wiem. Jacyś mężczyźni. - jej matka zacinała się, mówiła szeptem-
Oni gdzieś mnie zabrali.
- O Boże- teraz w pełni obudzona, Jasmyne zrzuciła koc i skoczyła na
równe nogi. - Dzwoń na 911. zrób to natychmiast. Rozłącz się ze mną i wzywaj
pomoc. Ja nie mogę nic zrobić.
- Jas- jej matka przerwała- przepraszam, że zabrałam tę rzecz z twojego
domu.
- O tym porozmawiamy później. Dzwoń po pomoc.
- Możesz mi pomóc? Znajdziesz mnie, prawda?
- Czyjego telefonu używasz?
- Jednego z nich... oni...ja....szłam....ciemno- hałas stłumił resztę słów
matki. Frustracja, złość, strach, Jasmyne mocniej przyciskała telefon do ucha,
rozpaczliwie próbując zrozumieć, co jej matka mówi.
- Głośniej mamo. Kto tam z tobą jest? - Słyszała głosy. Męskie głosy. Krzyki.
Krzyk kobiety. I wiele szamotania. A potem połączenie zostało zerwane.
Jasmyne zadrżała mocno, odłożyła powoli telefon i odczytała numer z
wyświetlacza. Numer kierunkowy z Michigan. Nic dziwnego. Znając jej matkę
pewnie nie mogła połączyć się z 911. Ściskała telefon pomiędzy brodą i ramieniem
i skierowała się do szafy po wpół spakowaną walizkę.
Posiadanie pracy było przereklamowane. Jej matka jej potrzebowała.
Akurat dzwoniła. To był pierwszy raz. Może w końcu spadła na samo dno. Jeśli
tak, jak Jasmyne mogłaby zignorować jej wołanie o pomoc?
**
- Słyszałem, że niektórzy z nich uciekają się do porwań.- Asher Pryce
złapał najbliżej znajdującą się rzecz i rzucił przez pokój. Oznaczony galasem
wazon, uderzył w mur i z satysfakcjonującym chrzęstem obsypał podłogę
połamanymi kawałkami gliny.
- Porwanie.
Jego najbliższy przyjaciel Draven Falk, nie wyglądał na zaskoczonego,
nietypowym wybuchem Ashera. Asher zrozumiał i po drugim spojrzeniu jego
twarz wyrażała ulgę. Draven ułożył się w pobliskim, skórzanym fotelu, oparł
[ Pobierz całość w formacie PDF ]