Trylogia Mrocznego Elfa 07 - Dziedzictwo, Do poczytania, Trylogia Mrocznego Elfa

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
“Jest to kolejna ujmująca przygoda fantasy autorstwa twórcy Trylogii Doliny
Lodowego Wichru, Trylogii Mrocznego Elfa oraz Pięcioksiągu Cadderly'ego... Autor
z niezwykłą lekkością wiedzie nas przez sam środek niebezpiecznych królestw,
sprawia, że czytelnik ociera się o żarłoczną zazdrość, pochłaniającą wiele istnień, jest
świadkiem krwawych pojedynków pomiędzy dwoma odwiecznymi siłami świata."
- The Book Reader
“Miłośnicy fantasy, którzy cenią sobie opowieści o magii i mieczu, odkryją, że
Salvatore precyzyjnie tworzy niezwykły świat, a w nim interesujących, nie zawsze
jednoznacznych, bohaterów."
- The Bookwatch
“Godny uwagi fenomen... jest doskonałym przykładem gatunku przygodowej
fantasy."
- Księgarnia Poor Richard's
RA.Salvatore - Dziedzictwo
FORGOTTEN REALMS
Dziedzictwo
RA.Salvatore
Tłumaczenie:
2
RA.Salvatore - Dziedzictwo
Piotr Kucharski
Tytuł oryginału:
THE LEGACY
Dla Diane - ciesz się tym ze mną.
3
RA.Salvatore - Dziedzictwo
PRELUDIUM
Banita Dinin przemykał ostrożnie ciemnymi alejami Menzoberranzan, miasta
drowów. Był renegatem, doświadczonym wojownikiem, od dwudziestu lat nie
posiadał rodziny, którą mógłby uznać za własną. Znał doskonale niebezpieczeństwa
kryjące się w mieście i wiedział, jak ich unikać.
Minął opuszczony budynek, leżący na trzykilometrowej zachodniej ścianie groty i
nie mógł się powstrzymać, by nie przystanąć choć na chwilę. Bliźniacze stalagmitowe
pagórki wspierały roztrzaskany płot wokół całego kompleksu, a dwie pary
połamanych wrót, jedne na ziemi, drugie zaś na balkonie, siedem metrów wyżej na
ścianie, wisiały otwarte na wypaczonych i osmalonych zawiasach. Jakże wiele razy
Dinin wznosił się za pomocą lewitacji na ten balkon, wkraczając na prywatne kwatery
szlachty jego domu, Domu Do'Urden?
Dom Do'Urden. W mieście drowów było nawet zakazane wymawianie tej nazwy.
Niegdyś rodzina Dinina znajdowała się na ósmym miejscu wśród około
sześćdziesięciu rodzin drowów w Menzoberranzan. Jego matka zasiadała w radzie
rządzącej, a on, Dinin, był mistrzem w Melee-Magthere, Szkole Wojowników, w
słynnej akademii drowów.
Kiedy Dinin tak stał przed budynkiem, wydawało mu się, jakby to miejsce było
oddalone o tysiąc lat od czasów swojej chwały. Jego rodzina już nie istniała, jego dom
leżał w gruzach, a Dinin został zmuszony do przyłączenia się do Bregan D'aerthe,
okrytej złą sławą bandy najemników, po prostu by przeżyć.
- Niegdyś - drow renegat wyszeptał bezgłośnie. Wzruszył szczupłymi ramionami i
zaciągnął wokół siebie swój osłaniający płaszcz piwafwi, przypominając sobie, na
jakie niebezpieczeństwa narażony jest bezdomny drow. Szybkie spojrzenie w kierunku
środka groty, na kolumnę Narbondel, pokazało mu, że godzina jest już późna. Na
początku każdego dnia arcymag Menzoberranzan przychodził do Narbondel i nasączał
kolumnę magicznym ruchomym ciepłem, które wspinało się w górę, a następnie z
powrotem w dół. Dla czułych oczu drowów, które mogły patrzeć w spektrum
podczerwieni, poziom ciepła w kolumnie służył za gigantyczny świecący zegar.
Teraz Narbondel była prawie zimna, kolejny dzień zbliżał się do końca.
Dinin musiał przejść jeszcze przez ponad połowę miasta, do sekretnej jaskini w
Szponoszczelinie, wielkiej rozpadlinie biegnącej z północno-zachodniej ściany
Menzoberranzan. Tam, w jednej ze swych licznych kryjówek, czekał Jarlaxle,
przywódca Bregan D'aerthe.
Wojownik przeciął centrum miasta, mijając blisko Narbondel, a obok niej ponad
setkę pustych stalagmitów, składających się na tuzin oddzielnych kompleksów
4
RA.Salvatore - Dziedzictwo
rodzinnych, których wspaniałe rzeźby i gargulce lśniły wielokolorowym ogniem
faerie.
Żołnierze, pełniący wartę wzdłuż murów lub też na pomostach łączących liczne
kamienne kolumny, przystanęli i przyjrzeli się ostrożnie samotnemu obcemu,
trzymając w gotowości kusze lub zatrute oszczepy, dopóki Dinin nie znalazł się daleko
od nich. Takie właśnie były zwyczaje Menzoberranzan - bądź zawsze czujny, zawsze
podejrzliwy.
Dinin rozejrzał się ostrożnie dookoła, gdy dotarł do krawędzi Szponoszczeliny, po
czym ześlizgnął się z niej i za pomocą wrodzonej mocy lewitacji opadł powoli do
rozpadliny. Ponad trzydzieści metrów niżej znów spojrzał na gotowe do strzału kusze,
jednak zostały one szybko cofnięte, gdy jeden z wartujących najemników rozpoznał
Dinina jako jednego ze swoich.
Jarlaxle czeka na ciebie - zasygnalizował jeden ze strażników w zawiłym języku
migowym mrocznych elfów.
Dinin nie kłopotał się odpowiedzią. Nie był winien żadnych wyjaśnień zwykłemu
żołnierzowi. Odepchnął szorstko wartownika i ruszył w dół krótkim tunelem, który
szybko przeszedł w plątaninę korytarzy oraz grot. Kilka zakrętów później elf
zatrzymał się przed błyszczącymi drzwiami, cienkimi i niemal przejrzystymi. Położył
dłoń na ich powierzchni, pozwalając, by ciepło jego ciała wywarło na czułych na
temperaturę oczach z drugiej strony wrażenie, które zostanie zrozumiane jako pukanie.
- W końcu - usłyszał chwilę później. - Wejdź Dininie, mój Khal 'abbilu. Długo
kazałeś mi na siebie czekać.
Dinin stal przez chwilę, zastanawiając się nad tonem oraz słowami
nieprzewidywalnego najemnika. Jarlaxle nazwał go Khafabbilem, “swoim zaufanym
przyjacielem", mianem, którym określał Dinina od czasu najazdu, który zniszczył
Dom Do'Urden (i w którym Jarlaxle odegrał główną rolę), a w głosie najemnika nie
było słychać wyraźnego sarkazmu. Wyglądało na to, że wszystko jest w porządku. W
takim razie jednak dlaczego Jarlaxle odwołał go z niebezpiecznej misji zwiadowczej w
Domu Vandree, Siedemnastym Domu Menzoberranzan? Niemal rok zajęło Dininowi
zdobycie zaufania zagrożonego strażnika domowego Vandree i pozycja ta bez
wątpienia poważnie ucierpi na skutek nieoczekiwanej nieobecności w siedzibie domu.
Banita uznał, że istnieje tylko jeden sposób, by się dowiedzieć. Wstrzymał oddech
i wszedł w zmętniała barierę. Odczuwał wrażenie, jakby przechodził przez ścianę
gęstej wody, choć się nie zamoczył, i po kilku długich krokach przez płynącą
pozawymiarową granicę pomiędzy dwoma planami egzystencji przedarł się przez
grube zaledwie na kilka centymetrów drzwi i wszedł do małego pokoju Jarlaxle'a.
Pomieszczenie było oświetlone przyjemnym czerwonym blaskiem, pozwalającym
Dininowi na przejście z podczerwieni na spektrum zwyczajnego światła. Mrugnął, gdy
transformacja się zakończyła, po czym jeszcze raz, jak zawsze gdy spoglądał na
Jarlaxle'a.
Dowódca najemników siedział za kamiennym biurkiem w egzotycznym,
wyściełanym fotelu na obrotowym przegubie, dzięki któremu mógł odchylać go do
tyłu. Siedzący jak zawsze wygodnie Jarlaxle był właśnie wychylony w tył, a szczupłe
dłonie miał założone za ogoloną na łyso głową (niezwykły widok u drowa!).
Najwyraźniej tylko dla rozrywki Jarlaxle położył jedną nogę na stole, z głuchym
odgłosem uderzając wysokim czarnym butem o kamień, po czym podniósł drugą,
równie mocno stukając w powierzchnię, jednak tym razem but nie wydał z siebie
nawet szelestu.
Dinin zauważył, że tego dnia najemnik miał swą rubinowo-czerwoną przepaskę na
5
[ Pobierz całość w formacie PDF ]