Tajemnicze przygody Sherlocka Holmesa,

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Tajemnicze przygody Sherlocka Hol-
mesa
ł  ś
Ten utwór nie jest chroniony majątkowym prawem autorskim i znajduje się w domenie
publicznej. Jeśli opatrzony jest materiałami podlegającymi prawu autorskiemu, są one
udostępnione na licencji Creative Commons BY-SA . PL.
Redakcja: Paweł Dembowski
Skład i korekta: Paweł Dembowski i Katarzyna Derda
Projekt graficzny okładki: Mariusz Cieśla
ISBN ----
Wydawca: Code Red Tomasz Stachewicz
ul. Sosnkowskiego  m. 
- Warszawa

Tajemnicze przygody Sherlocka Holmesa

TAXON, DICKSON I HOLMES
Paweł Dembowski
Sherlock Holmes, stworzony przez Arthura Conan Doyle’a w , znany jest przede
wszystkim z napisanych przez niego czterech powieści i pięćdziesięciu sześciu opowiadań
oraz ich niezliczonych ekranizacji. Mało kto zdaje sobie jednak obecnie sprawę z tego, że
jeszcze w czasach gdy Doyle pisał swoje opowieści o najsłynniejszym detektywie wszech
czasów, w niemal całej Europie sporą popularnością cieszyły się także opowiadania o jego
nowych przygodach pisane przez innych autorów.
Seria ponad dwustu opowiadań, do której należą zamieszczone w tej książce teksty,
była pierwotnie publikowana w latach – w Niemczech, w groszowych zeszy-
tach zatytułowanych najpierw
eecie Sherlock Holmes nd seine elerhmen aen-
eer
, a następnie
s dem eheimaken des eldeekis
— choć tytuł serii zmieniono
ze strachu przed prawnikami Doyle’a, bohaterem samych opowiadań nadal był Sherlock
Holmes. Choć same publikacje były anonimowe, wiadomo, że autorem większości z hi-
storii był Matthias Blank, znany także pod pseudonimem Theo van Blankensee. Twórcą
ilustracji okładkowych był natomiast Aled Roloff, członek Akademii Berlińskiej —
niestety w naszym wydaniu nie mogliśmy wykorzystać oryginalnych ilustracji, jako że
majątkowe prawa autorskie do nich jeszcze nie wygasły.
Oprócz samego Sherlocka Holmesa nie znajdziemy w nich jednak znanych wszyst-
kim postaci, takich jak doktor Watson czy inspektor Lestrade. Watsona zastąpił młody
zawadiaka o nazwisku Harry Taxon, zaś Lestrade’a inspektor McGordon (być może na-
zwisko jego pierwowzoru brzmiało zbyt ancusko?). Holmes mieszka w nich nadal na
Baker Street, ale pod numerem… , a jego gosposią zamiast pani Hudson jest z niewia-
domych przyczyn pani Bonnet.
Mimo tych zmian, czytelnicy w całej Europie byli na tyle spragnieni nowych przygód
mistrza dedukcji, że opowiadania te niemal natychmiast doczekały się licznych tłumaczeń
na inne języki — polskie wydania zaczęły ukazywać się już w tym samym roku co nie-
mieckie nakładem warszawskiego wydawcy J. Fiszera (właśnie pod tytułem
Tajemnicze
przygody Sherlocka Holmesa synnego ajena ledczego
), a zaraz później także lwowskiego
wydawnictwa Maniszewski i Meinhert. W Krakowie wydawał je natomiast Aleksander
Ripper. Oprócz tłumaczeń niemieckich opowiadań w Polsce wkrótce zaczęły też wycho-
dzić pisane przez rodzimych anonimów teksty, w których Sherlock Holmes odwiedza
także Warszawę. Były one wyraźnie wzorowane na niemieckich epigonach Holmesa, ja-
ko że także w nich pomocnikiem Sherlocka jest nie Watson, a Harry Taxon.
W niektórych krajach wydawcy bardziej niż w innych obawiali się gniewu prawników
Doyle’a, więc w holenderskim tłumaczeniu, które ukazywało się od  roku, Holmes
przemianowany został na Harry’ego Dicksona, zaś Harry Taxon na Toma Willsa, a miej-
sce akcji przeniesione do Stanów Zjednoczonych. W roku  pewien belgijski wy-
dawca zlecił ich tłumaczenie z holenderskiego na ancuski pisarzowi Jeanowi Rayowi,
znanemu autorowi powieści grozy. Ray po przetłumaczeniu paru pierwszych zeszytów
o Harrym Dicksonie będących przeróbkami niemieckich przygód Sherlocka Holmesa,
uznał, że są one słabe i… postanowił napisać je od nowa. Wykorzystując jedynie okładki
Roloffa i tłumaczenia oryginalnych tytułów, Ray stworzył własne, pełne nadnaturalnych
zagrożeń przygody detektywa. I choć niemieckie pastisze Holmesa są obecnie już niemal
całkowicie zapomniane, stworzona przez ancuskiego mistrza horroru wersja Harry’ego
Dicksona żyje do dziś — opowiadania są wznawiane, tłumaczone na inne języki i mają
nowe adaptacje komiksowe, a sam detektyw jest we Francji niemal tak popularny jak
sam Holmes czy Arsène Lupin.
Niniejsze wydanie zawiera jednak polskie tłumaczenia opowiadań o Sherlocku Hol-
mesie dużo wierniejsze niemieckim oryginałom. Może nie dorównują one oryginałom
Arthura Conan Doyle’a, ale mamy nadzieję, że zapewnią naszym czytelnikom godziwą
porcję rozrywki!

Tajemnicze przygody Sherlocka Holmesa

OSTATNIA OFIARA BOŻKA
ł .   łś 
Sławny detektyw Sherlock Holmes wrócił do Londynu z dalekiej podróży, jaką odbył
do Meksyku wraz z obu swymi pomocnikami, Harrym Taxonem i małym Chińczykiem
Tuanem, dla wyświetlenia tam pewnej afery.
Radość gospodyni wielkiego detektywa, Mrs Bonnet, nie miała granic, gdy ujrzała
w progach domu, wracających po długiej nieobecności, drogich jej domowników.
Detektyw z tajemniczą miną zapowiedział starej damie bliskie przybycie jeszcze jed-
nego gościa, którego miał przywieźć z sobą z kraju Azteków. Miał to być cenny łup, zdo-
byty w Meksyku, co do którego jednak odmówił Holmes ciekawej gospodyni, wszelkich
bliższych wyjaśnień. Wywołało to z jej strony żywe niezadowolenie, gdyż przypuszczała,
iż cenny ten łup, najprawdopodobniej w osobie jakiegoś Indianina zza morza, powiększy
liczbę domowników.
Na drugi dzień przywieziono przed dom Holmesa wielką skrzynię, którą sześciu ludzi
z trudem wniosło do mieszkania detektywa.
— Oto przybywa nasz nowy współtowarzysz, stary Meksykanin — rzekł Holmes do
Mrs Bonnet, zabierając się z Harrym do otwarcia skrzyni.
Z wnętrza skrzyni, po jej otwarciu, wydobyli detektywi wielką, brązową figurę. Go-
spodyni odetchnęła z ulgą. Nie było to, wbrew jej obawom, nic żywego.
— Oto bóg Azteków Iclipucli — objaśniał Holmes odrażającą postać bożka.
Stary bóg Azteków wyobrażony był w pozycji siedzącej. W prawej ręce trzymał on
miecz o trzech wężowatych klingach, lewą zaś dłonią obejmował małą figurkę kobiety
o trzech głowach: smoczej, ludzkiej i wilczej.
Oczodoły Iclipucli były puste, cała statua wewnątrz była próżna, zaopatrzoną była
u spodu w kryte drzwiczki, którymi kapłani dostawali się do wnętrza bałwanu. Tu ukryci,
przemawiali do tłumów imieniem boga, w czasie składania mu ofiar ludzkich.
Wieść o przywiezieniu przez Holmesa z podróży tego niezwykle rzadkiego zabytku
dziejów i dzieła sztuki, szybko przez dzienniki dotarła do wiadomości publicznej. Teraz
przekonał się rychło wielki detektyw, że posiadanie bóstwa Azteków ma także i swe nader
ujemne strony.
Rozpoczęła się istna wędrówka narodów na Baker Street do mieszkania wielkiego de-
tektywa. Od rana do późnego wieczoru cisnęły się liczne zastępy ciekawych, aby oglądnąć
bożka Iclipucli, strasznego ludożercę.
Harry Taxon objął rolę okaziciela i ze złośliwością kreślił zdumionym słuchaczom,
w przesadnie krwawych barwach, straszne historie bożka. Niedługo jednak, gdy napływ
widzów nadspodziewanie ciągle wzrastał, Harry'emu obrzydło zupełnie uciążliwe zajęcie
i porzucił objętą rolę demonstratora.
— Musimy absolutnie podnieść cenę wstępu na jednego szylinga — mówił z wście-
kłością do wielkiego detektywa. — W przeciwnym razie będziemy zmuszeni wynieść się
z mieszkania i oddać je na łup ciekawym.
Holmes obrał jednak inną drogę, celem zaradzenia złemu i postanowił pozbyć się
bożka, ofiarując go jednemu z muzeów. Do czasu odstawienia statuy na nowe jej miej-
sce przeznaczenia, miała Mrs Bonnet, wszystkich przybywających dla oglądnięcia bożka,
bezwarunkowo oddalać.
Mimo tego ścisłego nakazu, wprowadziła przecież gospodyni jednego wieczoru do
salonu detektywa pewnego pana, który znanym był jako badacz starożytności.
Profesor Ochterlony wyłuszczył natychmiast cel swego przybycia, skoro tylko wielki
detektyw wyszedł naprzeciw niemu.
— Przywiozłeś pan, Mr Holmes, cenny ten kawałek i nie wiesz pan, co z tym przed-
sięwziąć. Podoba mi się ten zabytek i z chęcią go nabędę. Jakaż cena?
— Rzecz ta nie jest już do nabycia, właśnie przeznaczyłem ją dla muzeum i jutro
sporządzę odpowiedni akt darowizny dla tej instytucji.
— Ależ niech pan posłucha, Mr Holmes: ja chcę to za każdą cenę kupić.
— Żałuję mocno, lecz nie uważam już statuy za moją własność.
— Nie chcesz pan tedy mnie jej sprzedać?

Tajemnicze przygody Sherlocka Holmesa

— Niestety, nie!

ell
Jak niemożliwe, to trudno. Mam jednak teraz inną propozycję. Jest to panu
wiadomym, Mr Holmes, że całe moje mienie — a wiesz pan, że posiadam kosztowności
i rzadkie zabytki bezcennej wartości — zapisałem muzeum?
— Wiem o tym, Mr Ochterlony i właśnie pański piękny przykład spowodował mnie
do ofiarowania tego rzadkiego zabytku muzeum, a więc ogółowi.
— Bardzo dobrze! Porozumiemy się wkrótce zupełnie zgodnie. Posłuchaj pan tylko.
Ja muszę posiąść tego bożka. Co żądasz pan za wypożyczenie mi tegoż aż do mej śmierci,
po której natychmiast wraz z wszystkimi innymi zabytkami, przejdzie i ten posąg na
własność muzeum. Zapłacę za to najwyższą cenę, byle tylko figura do mego zgonu w mym
mieszkaniu pozostawała. Pomyśl pan tylko, Mr Holmes, ile dobrego możesz pan zdziałać
uzyskaną ode mnie kwotą, nie odstępując zupełnie od swego zasadniczego postanowienia,
że statua ma przejść na własność muzeum.
Gdy wreszcie profesor Ochterlony opuścił dom przy Baker Street, Sherlock Holmes
posiadał w ręku czek na znaczną sumę.
— Niezwykły okaz ten profesor, istna sowa. Sądzę, że nie ma mu na świecie równego.
Za to, że do schyłku życia będzie mógł przechowywać tego potwora w swoim domu,
ofiarowuje bajeczną sumę. Czy to nie graniczy z szaleństwem?
Harry, który w powyższy sposób wyraził swe przekonanie, miał wkrótce poznać, iż
był w błędzie; drugi podobny niezwykły okaz znajdował się nawet w samym Londynie.
W domu wielkiego detektywa gotowano się już do spoczynku, gdy gwałtowne dzwo-
nienie u bramy przerwało ciszę nocną. Harry, wysłany do bramy na zwiady, wrócił z kartą
wizytową w ręce.
„Lord Maston” brzmiał napis na karcie, a Holmes, przeczytawszy go, wybuchnął
głośnym śmiechem.
— Uważaj Harry, teraz otrzymamy drugą ofertę na bożka. Zupełnie o lordzie zapo-
mniałem.
— Czy to także zwariowany zbieracz zabytków?
— Jeszcze większy, ale zarazem i bogatszy od starego profesora. Obaj są oni zresztą,
mimo rywalizacji i różnicy wieku — lord jest jeszcze młodym mężczyzną — najlepszymi
przyjaciółmi. Nie przeszkadza im to zarazem wcale, że wzajemnie zazdroszczą w sobie
posiadanych osobliwości i że jeden stara się na wszelki sposób ubiec drugiego przy nowych
zakupach.
Słowa dektywa przerwało wejście lorda do pokoju.
— Daruje pan moje późne przybycie, Mr Holmes, lecz znajdowałem się właśnie
w Rzymie, gdy mię doszła wiadomość o pańskim odkryciu. Dzień i noc spieszyłem stam-
tąd specjalnym pociągiem, by tylko nie przybyć za późno.
— Czy pański pośpiech i troska miały na celu bóstwo krwi Iclipucli, milordzie? —
zapytał Holmes z uprzejmym uśmiechem.
— Cóż innego mógłbym mieć na myśli? Cały świat mówi przecież o pańskiej zdo-
byczy. Przez znalezienie tego meksykańskiego bożka wojny, zyskasz pan światową sławę,
jeśli nie posiadasz jej już jako detektyw.
— Zbyt to dla mnie pochlebne, milordzie.
— Pragnę statuę tę kupić i dlatego spieszyłem na łeb na szyję, by się nie spóźnić,
gdyż na takie osobliwości czyhają liczni kupcy.
— Mocno żałuję, iż wasza lordowska mość, mimo specjalnego pociągu spóźniłeś się
i tak jeszcze o całą godzinę. Bóg wojny jest już sprzedany.
— Ochterlony?
— Tak, profesor Ochterlony.
Tylko do tego nazwiska zdawał się lord Maston przywiązywać wagę.
— A więc znowu stary ten lis wystrychnął mię na dudka. Na wszelki sposób muszę
jednak przyjść w posiadanie tej rzeczy. Na szczęście nie odesłałeś mu pan jeszcze statuy
do domu, zapłacimy profesorowi odszkodowanie i natychmiast unieważnimy kupno. Cóż
mógł ten nędzarz ofiarować panu za to dzieło sztuki? Cały jego majątek nie wystarczyłby
na zapłacenie pełnej wartości tego zabytku. Nie znałeś pan istotnej wartości swego skarbu,
Mr Holmes. Ja nie należę jednak do rzędu tych, którzy ciągną zyski z nieświadomości

Tajemnicze przygody Sherlocka Holmesa

[ Pobierz całość w formacie PDF ]