Trylogia Mrocznego Elfa 16 - Samotny Drow, Do poczytania, Trylogia Mrocznego Elfa

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
R. A. Salvatore
Samotny Drow
(The Lone Drow)
Trylogia Klingi Łowcy
Księga II
Tłumaczenie: Michał Studniarek
PROLOG
– Trzy mgły, Obouldzie Wiele Strzał – skrzeczała Tsinka Shrinrill, tocząc wokół
szalonym wzrokiem. Zwracając się do króla orków i pozostałych, obcowała z bogami,
gdzieś pomiędzy prawdziwym światem a ich krainą... a przynajmniej tak uważała. – Trzy
mgły kreślą granice twego królestwa pod Grzbietem Świata: druga wstęga Surbrin
i mgły, unoszące się nad nią rankiem; śmierdzący opar znad Trollowych Wrzosowisk;
duchowa esencja twoich zmarłych przodków, nawiedzających Złą Przełęcz. Oto twój
czas, królu Obouldzie, takie twoje królestwo!
Szamanka uniosła ręce do góry i zawyła. Podobnie uczynili inni, wrzeszcząc,
machając rękami, tańcząc wokół swego króla i zniszczonego, drewnianego posągu ich
ukochanego boga, Gruumsha Jednookiego.
Zniszczonego pustego posągu wykorzystanego przez ich wrogów – hańby dla obrazu
Gruumsha. Świętokradztwa.
Urlgen Trzy Pięści, syn i dziedzic Oboulda, spoglądał na to z mieszanką zadziwienia,
drżenia i wdzięczności. Nigdy nie lubił Tsinki – jednej z pomniejszych, choć barwnych
szamanów plemienia Wielu Strzał – i wiedział, że orczyca mówi to, co chciałby usłyszeć
Obould. Rozejrzał się wokół, dostrzegając morze warczących orko w, rozwarte pyski,
żółte i zielone kły, ostre i połamane. Patrzył na przekrwione i zażółcone oczy, zerkające
w różne strony z podnieceniem i strachem. Przyglądał się podskokom, słyszał wiele
rzuconych przekleństw, na które odpowiedzią było wiele rzuconych pocisków. Wszyscy
wojownicy byli wściekli i rozgoryczeni, podobnie jak orki z Grzbietu Świata – inne rasy
cieszyły się luksusami swoich miast i społeczeństw, zaś oni musieli gnieździć się
w wilgotnych jaskiniach. Wszyscy byli pełni niepewności, Urlgen też. Jęzory oblizywały
popękane wargi. Czy Obould odmieni podłe życie orków Północy?
Urlgen poprowadził atak na ludzkie miasto zwane Płycizny i odniósł tam wielkie
zwycięstwo. Wieża potężnego maga, od dawna będąca dla orków solą w oku, legła
w gruzach. Mag zginął, podobnie jak większość mieszkańców miasta i spora liczba
krasnoludów. Mówiono, że między nimi był sam władca Mithrilowej Hali, król Bruenor
Battlehammer.
Lecz wielu innych uciekło, korzystając z tego przeklętego posągu. Większość orków
Urlgena padła plackiem przed wielkim bałwanem, oddając cześć ich bezlitosnemu
bóstwu. Była to jednak pułapka – posąg otworzył się i wypadła z niego gromada
zajadłych krasnoludów, która wyrżnęła wielu zaskoczonych orków, a resztę zmusiła do
panicznej ucieczki w góry. Ocalali obrońcy wycofali się, po drodze napotykając następną
grupę krasnoludów – było ich około czterystu. I te połączone siły odpędziły armię
Urlgena.
Wielu jego podkomendnych zginęło.
Dlatego, kiedy pojawił się Obould, Urlgen spodziewał się, że zostanie złajany albo
nawet pobity za swoją porażkę – rzeczywiście, taka była pierwsza reakcja jego
porywczego ojca.
Lecz wtedy, ku zaskoczeniu wszystkich, zaczęły nadchodzić doniesienia
o zbliżających się posiłkach. Z Grzbietu Świata ruszyło wiele plemion. Wspominając to,
Urlgen nie mógł nadziwić się szybkiej reakcji swego ojca. Obould kazał zamknąć całe
pole walki, a południowe bagna oczyścić z wszelkich śladów przejścia. Miało to
wyglądać tak, jakby z Płycizn nikt nie uciekł – Obould rozumiał, jak ważne jest, by do
przybyszów nie dotarła żadna informacja. Urlgenowi zaś nakazał, by powiedział swoim
wojownikom, iż z miasta żywa noga nie uszła, i zabronił im wierzyć w cokolwiek
innego.
A orki z głębin Grzbietu przybyły, by walczyć u boku Oboulda. Orczy wodzowie
złożyli u jego stóp hojne dary i błagali, aby ich przyjął. Wszyscy zgodnie powtarzali, że
przywiedli ich tu szamani. Swoim ohydnym podstępem krasnoludy rozwścieczyły
Gruumsha, dlatego wielu jego kapłanów wysłało swoje plemiona pod rozkazy Oboulda,
by powiódł ich ścieżką zemsty. Obould, który własną ręką zabił króla Battlehammera
sprawi, że krasnoludy drogo zapłacą za swoje świętokradztwo.
Urlgen, rzecz jasna, przyjął to z wielką ulgą. Był wyższy od ojca, ale nie dość silny,
by rzucić wyzwanie potężnemu orczemu wodzowi. Poza wielką siłą i zręcznością,
Obould posiadał wspaniale wykonaną, zdobioną kolcami czarną zbroję i wielki miecz,
zdolny w jednej chwili buchnąć płomieniem. Nikomu, nawet zbyt dumnemu Urlgenowi,
nie przyszłoby na myśl stawać z nim do walki o władzę nad plemieniem.
Jednak młodzik nie musiał się o to martwić. Prowadzeni przez wirującą kapłankę
szamani obiecywali Obouldowi spełnienie jego snów i wychwalali za wielkie zwycięstwo
w Płyciznach – zwycięstwo odniesione przez jego syna. Podczas ceremonii Obould
spoglądał na syna więcej niż raz, uśmiechając się szeroko. To nie był ten paskudny
uśmiech, który świadczył o tym, jak świetnie będzie się bawił, torturując kogoś. Obould
był zadowolony z syna, cieszył się ze wszystkiego.
W końcu król Battlehammer nie żył, a krasnoludy były w rozsypce. I choć
w Płyciznach zginęło prawie tysiąc orków, od tego czasu ich szeregi powiększyły się
kilkukrotnie. A nadchodzili następni: niektórzy po raz pierwszy w życiu widzieli słońce,
mrugnięciami odpędzali jego blask i ruszali na południe na wezwanie szamanów,
wezwanie Gruumsha, wezwanie króla Oboulda Wiele Strzał.
– Zdobędę swoje królestwo – oznajmił Obould, gdy szamani przestali tańczyć
i śpiewać. – A kiedy uporam się z ziemiami między górami i trzema mgłami, ruszę
przeciw tym, którzy nas otaczają. Zdobędę Cytadelę Felbarr! – krzyknął, a tysiące orków
zawyło radośnie.
– Zmuszę krasnoludy, by pierzchały aż do Adbaru! Zamknę je w ich śmierdzących
dziurach! – wołał, podskakując i biegnąc wzdłuż szeregów, a tysiące orków zawyło
radośnie.
– Wstrząsnę ziemiami Mirabaru! – oznajmił, i wycie stało się jeszcze głośniejsze.
– Silverymoon będzie drżeć na sam dźwięk mego imienia!
To wywołało największy entuzjazm, a Tsinka chwyciła niezgrabnie wielkiego orka
i pocałowała go, oferując największe, najpotężniejsze błogosławieństwo Gruumsha.
Obould uniósł ją potężną ręką, przyciskając do swego boku, a krzyki stały się jeszcze
głośniejsze.
Urlgen nie radował się, lecz z uśmiechem obserwował, jak Obould niesie kapłankę
ku splugawionemu posągowi Gruumsha. Zastanawiał się, jak bardzo powiększy się
wkrótce jego dziedzictwo.
W końcu Obould nie będzie żył wiecznie.
A nawet jeśli tak się zdawało, Urlgen był pewien, że znajdzie jakiś sposób, by temu
zaradzić.
CZEŚĆ PIERWSZA
Anarchia uczuciowa
Zrobiłem wszystko tak, jak powinienem. Podczas mojej podróży poza
Menzoberranzan kierowałem się moją wewnętrzną mapą tego, co dobre i co złe,
wewnętrznym poczuciem wspólnoty i samotności. Nawet kiedy zdarzyło mi się, jak
każdemu z nas, upaść, wynikało to z błędnego osądu lub zwykłej ułomności i w moim
przeświadczeniu nie było niczym haniebnym. Wiem, że w moim sercu mieszkają większe
wartości, które zbliżają nas do wybranych przez nas bogów, nas samych, naszych nadziei
i zrozumienia raju.
Nie porzucę swego sumienia, choć obawiam się, że to ono opuściło mnie.
Zrobiłem wszystko tak, jak powinienem.
Mimo to Ellifain nie żyje, a to, że kiedyś, bardzo dawno temu ją uratowałem,
zakrawa teraz na kpinę.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • cs-sysunia.htw.pl