Taniec z ciemnością 1-5, W trakcie tłumaczenia, A dance with darkness

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
//-->Courtney Allison MoultonA Dance with DarknessAn Angelfire novellaRozdział1Wrzesień, 1391Nałożyłam na głowę kaptur mojego czarnego płaszcza i wymknęłam się z tawerny prosto w ciemną noc.Moje buty spętały lekko po wilgotnej, brukowanej ulicy. Minął mnie powoź pasażerski, kołyszący się wewszystkie strony. Słyszałam odgłosy kopyt końskich, ten charakterystyczny klip-klap na żwirowej drodze.Przez to zgubiłam z oczu demonicznego kosiarza. Jestem ścigana. Byłam cicha, kiedy przekraczałam ulicę iporuszałam się w cieniu. Kiedy ponownie zobaczyłam kosiarza, wpatrywał się dokładnie w moje plecy.A potem zniknął.Zerwałam się do biegu. Starałam się utrzymać szybkie stałe tempo, co było bardzo trudne do wykonania wsukience. Dostrzegłam jak moja zdobycz ostro skręca w wąski zaułek będący w całkowitej ciemności.Byłam ostrożna, śledząc go. Mój wzrok był doskonały w ciemności. Wszędzie były cienie, których niedotykało światło, nic nie powinno się tu kryć. Wstrzymałam oddech, żeby jak najlepiej usłyszeć odgłosyłap.Drzwi wydały głuchy odgłos. Odważyłam się odwrócić. Delikatna aureola światła otaczała wejście.To było nierozsądne z mojej strony, żeby śledzić kosiarza aż do stref z budynkami, gdzie było więcej cieniniż skrytych potworów. Nie chciałam zrezygnować w tej chwili. Czekałam całą noc, żeby ujrzeć jegopojawienie się w tej tawernie- miejscu, gdzie ludzie, zbyt często znikają i nigdy więcej nikt ich nie widzi.Postanowiłam nie pozwolić mu uciec. Nie pozwolę mu zabrać ani jednej ludzkiej duszy do piekła. Byłamzobowiązana do zabicia tylu kosiarzy, ile znajdę.Przywołałam swój miecz, srebrne ostrze z nicości do istnienia. Pociągnęłam za drzwi i otworzyłam je nataką szerokość, żebym mogła się przecisnąć. Znalazłam się w środku sklepiku ze świeczkami, ale nigdzienie widziałam sprzedawcy. Za długim kontuarem, na odległej ścianie było przejście do innego pokoju.Przypuszczałam, że to pracownia. Zaglądnęłam do niej. Było tam dużo stołów i szafek na dokumenty. Naścianach wisiały świece, o różnych kolorach. Nadawały pomieszczeniu złoty odcień i oświetlały oczydwóm diabelskim kosiarzom, którzy stali za mną. Odgłosy łap zwróciły moją uwagę z powrotem na nich.Inny kosiarz wszedł do pomieszczenia, a zanim jeszcze trzy. Z dwójką bestii nie miałabym żadnegoproblemu, ale teraz jestem otoczona przez szóstkę. Dałam się złapać w zasadzkę.Nie czekałam na ich atak. Uderzyłam w lewo, a nie w przód, zaskakując ich i dając sobie wystarczającomiejsca i czasu, żeby nabrać rozpędu. Musiałam zatopić ostrze w szyję jednego z kosiarzy. Nie byłam wstanie wziąć wystarczającego rozpędu, żeby oderwać mu głowę, ale kosiarz był ubezwłasnowolniony.Dzięki temu zajęłam się następnym. Szarpnęłam swój miecz z powrotem i przecięłam gardło drugiemukosiarzowi, który po chwili zamienił się w kamień.Jeden.Odwróciłam się, żeby chwycić za głowę pierwszego i rzuciłam nim o ścianę, krusząc kości i ciało,wykończając go. Jego kamienne ciało roztrzaskało się przy spotkaniu z podłogą.Dwa.Poczułam ugryzienie i przepływ ciepła wzdłuż mojego ramienia. Zacisnęłam zęby z bólu i uniosłam swójzłamany łokieć i uderzyłam nim nos kobiety-kosiarza, która mnie ugryzła. Coś chrupnęło w jej twarzy izawyła makabrycznie przed upadkiem.Trzy.Moje ręce zmagały się i w końcu zerwały siatkę, która trzymała moje ciemne włosy związane na głowie,uwalniając dużą część loków. Coś pociągnęło mnie za nie. Dysząc pociągnęłam za ostrze, podczas gdy mojeciało było szarpane. Zamachnęłam się dziko z mieczem na osobę, która mnie zaatakowała. Moje oczyotworzyły się szeroko, kiedy zauważyłam, że demoniczny kosiarz stoi przede mną i unosi swój miecz.Zorientowałam się, że nie mogę odparować ciosu własnym ostrzem. Kopnęłam go, a moja stopa uderzyła wjego kiszkę z głuchym łomotem. Warknął na mnie, zanim podniósł swój miecz ponownie i skierował go wkierunku mojej głowy. W ostatniej chwili wykręciłam ciało tak silnie jak tylko mogłam unikając ciosu, alew tym czasie kobieta-kosiarz pociągnęła mnie za włosy. Mój miecz wbił się głęboko w jej miękkiewgłębienie między obojczykiem a szyją i zaczęła się dusić. Wydała z siebie straszliwy krzyk, a krew z ranypopłynęła jak woda z prysznica i padła na ziemie.Cztery.Właściciel miecza patrzył z przerażeniem, kiedy wyplątywałam się z uścisku umierającej kobiety-kosiarza ijak wyszarpnęłam jego miecz z jej ciała, zanim zamieniło się w kamień. Z dwoma mieczami w dłoniach,skierowałam się w jego stronę. Niestety udało mu się w porę odzyskać panowanie nad sobą, na tyle, żebyzakołysać się na piętach i uniknąć mojego uderzenia. Szósty kosiarz zaatakował mnie z lewej. Porwałamswój miecz do góry, tak żeby znajdował się pomiędzy nami i wykonałam cięcie. Jego skutkiem była głębokarana w klatce piersiowej mojego wroga. Zachwiał się, ale ja odwróciłam się już w kierunku pozostałegokosiarza. Jego ostrze odtrąciło moje i pchnął we mnie całą swoją moc, ale ja miałam jej więcej. Moja siłaeksplodowała w każdym możliwym kierunku, rozsypując moje włosy w każdą stronę, przez potężnąwichurę. Pchnęłam go swoimi mieczami, a zaledwie chwilę później, skrzyżowałam je i przebiłam się zgłuchym trzaskiem przez jego tułów, zostawiając szeroką dziurę.Pięć.Poczułam bolesne i ostre rozdarcie w moim ciele. Spojrzałam w dół i zobaczyłam ostrze wbijające się wmoją kiszkę. Ostatni kosiarz wyzdrowiał szybciej niż przewidywałam. Ognisty ból roztaczał się po moimbrzuchu niczym kłąb piekła i prawie upadłam na ziemię. Jeżeli moje kolana ugną się będę martwa. Niebyłam gotowa na śmierć. To było zbyt odległe, żebym mogła to zaakceptować. Zrobiłam krok do przodu,żeby dosięgnąć po miecz, ale ból powrócił z pełną siłą. Odwróciłam się do niego, a moje oczy przyglądałymu się. On był mocny ale ja byłam silniejsza i starsza o, co najmniej wiek.Kopnął mnie stopą dokładnie w brzucha, który się już regenerował. Kopnięcie roztrzaskało głębszenarządy, a ja zgięłam się z jękiem z bólu. Podniósł swój ciężki miecz wysoko nad głowę i zadał cios, aleodparowałam go jednym ze swoich mieczy. Nie było sposobu, żebym wygrała starcie z nim dziękibrutalności i sile, tak jak zrobiłam to z jego poprzednikiem. Popchnęłam miecz z całej siły w jego stronę ibył zmuszony skierować całą swoją siłę na moją broń. Nie trwało to dłużej niż uderzenia serca, ale był toczas, który potrzebowałam. Poluzowałam nacisk miecza, kosiarz stracił równowagę, a jego ciałopociągnęło go na przód. Mój drugi miecz zatopił się perfekcyjnie w jego klatce piersiowej, od serca i metaludzielił cal. Siła w brutalności zawsze działa. Rzuciłam miecz pokonanego wroga, który z brzdękiem upadłna podłogę. Kosiarz, którego przebiłam opadł na kolana, zaciskając z bólu zęby. Zaakceptował śmierć.Histeryk. Pochyliłem się nad nim i chwyciłam w garść kawałek jego tuniki.-Dla kogo pracujesz- warknęłam- Dlaczego jesteś w Londynie?-Nic ci nie powiem- splunął- Weź moje palce, moje oczy, cokolwiek chcesz. Nie zdradzę swojej misji.Przygryzłam wargę. Jeżeli będę go torturować, byłam pewna, że wydobędę z niego trochę przydatnychrzeczy, ale wiedziałam, że to nie dla mnie. Kiedyś używałam przemocy, ale nie zostałam stworzona dlaokrucieństwa.-W takim razie, będziesz mógł pomarzyć o misji. –Wypuściłam jego strój, tylko po to, żeby wycelowaćmieczem w jego serce. Jego głowa podniosła się w agonii i otworzył usta, jęcząc nisko. Upadł,wykrzywiając się na podłodze, a jego ciało drżało przez kilka długich chwil, dopóki nie zmieniło się wkamień.Sześć.Osunęłam się, głośno wypuszczając powietrze i drgając z bólu. Jedno z moich żeber było złamane.Możliwe, że dwa. Spojrzałam w dół, żeby sprawdzić jak goi się rana. Musiałam jeść, aby moje ciałoregenerowało się i wytwarzało energię potrzebną do zagojenia ran.-Zabiłaś moich sześciu najlepszych ludzi- powiedział głos za mną. Natychmiast obróciłam się. Innykosiarz słał w wejściu do pracowni, a ja zastanawiałam się jak długo tam stoi. Był demoniczny, niemiałam wątpliwości. W porównaniu z innymi kosiarzami, każdym calem ciała czułam nacisk jego ciemnejmocy tak, jakbym tonęła w głębokiej wodzie.Pomimo, że mój oddech był nierówny i nie mogłam całkiem stać, to przygotowywałam się do kontynuacjiwalki. Podniosłam swój miecz i byłam gotowa na atak ostatniego kosiarza.- Dzisiejszej nocy mam zamiar zabrać siedem serc.Jego uśmiech był nieszczery, ale szeroki. On był piękny- musiałam mu to przyznać. Jego oczy byłyniebieskie niczym trucizna, jaśniejsze niż jakikolwiek klejnot- niczym niebieski klejnoty, które nie odbijająświatła, ale te, które są pełne maleńkich płonących gwiazd.-Bardzo odważnie- powiedział, a jego oczy rozbłysły- Bardzo odważne, w rzeczy samej.Mój uśmiech dorównywał jego, kiedy próbowałam ukryć ból.-Już zabiłam twoich najlepszych sług,nieprawda?Zaśmiał się i położył dłonie na biodrach- I co teraz? Jesteś ranna i wyczerpana, i ciągle nie pozbierałaś siłpo walce ze swoimi poległymi przeciwnikami, żeby walczyć ze mną. Nadal jesteś odważna?Nie wahałam się- Zawsze.Nagle zniknął i pojawił się dokładnie na wprost mnie. Jego dłoń oplotła się wokół nadgarstka, którytrzymał miecz i wykręciła go, tak silno, że krzyknęłam, ale nie wypuściłam ostrza. Drugą ręką chwyciłmoje wolne ramię i trzymał je mocno. Jego siła była niezgłębiona. Walka z nim była rozpaczliwa i dusząca,jak bycie pochowanym żywcem. Zacisnęłam zęby, oddychając wartko.-Kim jesteś, mały anielski kosiarzu?- zanucił, przybliżając swoją twarz do mojej. Uniosłam podbródek dogóry, żeby spojrzeć w jego nienaturalnie niebieskie oczy.–Wilczyca nie mówi imienia jeleniowi, któremu za chwilę rozerwie gardło.Przybliżył twarz jeszcze bliżej- Jeżeli wilk pyta o imię łani, nie chce z przyjemnością ją zabić. Zwłaszcza,gdy jest zachwycona jego oczyma.Nie chciałam złapać jego przynęty i zapytać go o imię, ale w środku, chciałam wiedzieć kim on jest. On,był potężny i ważny, jeżeli jest szefem dla innych. Nie wiedziałam o nim nic, tylko że jest demonicznymkosiarzem i był starszy od całej szóstki nieprzyjaciół, których pokonałam tej nocy. Trzymał obie moje ręce,przez co byłam w trudnej pozycji, ale nie czułam zagrożenia. Przeżyłam wiele bitew, wielu wrogów, iwiedziałam jak wygląda osoba, która chce posmakować mojej krwi. Ten osobnik nie był zainteresowanyzabiciem mnie. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego.-Mam na imię Bastian- powiedział- Spodziewam się, że jeszcze się spotkamy.I wtedy, jego ręce puściły moje i zniknął. Stałam tam, zdyszana i samotna. Czułam się źle, a dreszczstrachu lizał mój kręgosłup odkąd usłyszałam jego imię, imię, którego bali się wszyscy anielscy kosiarze,którzy cenili swoje życie i zdałam sobie sprawę z mojego szczęścia. On nie mógł być tym Bastianem, jednymz najpotężniejszych kosiarzy, których widział świat. On podobno, miał być na Dalekim Wschodzie, daleko,daleko od Anglii. Jego obecność tutaj, nie może wróżyć nic dobrego.Ale dlaczego pozwolił mi żyć?Rozdział 2Ukryłam się w Mroczni, przed wzrokiem ludzi i leciałam nad miastem w kierunku domu. Z każdymuderzeniem skrzydeł, moje ciało krzyczało z bólu. Myślałam tylko o Bastianie i o tym, jakie miałamszczęści, że żyję, pomimo moich strasznych ran i wyczerpania. Jeżeli on zdecydowałby się na walkę zemną, już bym nie oddychała. Noc była czarna jak smoła, ciężkie chmury nade mną, blokowały światłoksiężyca, tak, że nie widziałam swojej drogi. Jedyne światło pochodziło z przejeżdżającego powozu, zlamp umieszczonych przy woźnicy. Od czasu do czasu, przelatywałam przez stare wsie. Moje rany już sięzagoiły, ale byłam na skraju załamania. Blask świec w oknach i drzwiach, świadczył o tym, że Nathanielbył w domu i już nie spał. Popchnęłam dziwi i zobaczyłam twarz mojego przyjaciela, nasze oczy sięspotkały, mimo, że siedział przy stole.Walczyłam, żeby ściągnąć przesiąknięty krwią wełniany płaszcz ze swojej sukienki. Nathaniel byłprzyzwyczajony, że powracałam w takim stanie, do leczenia moich ran, a podarte ubrania go nie martwiły.W końcu takie było życie łowcy demonicznych kosiarzy. Był zadowolony, że wróciłam do domu cała.-Coś wyczuwam, że musiała być jakaś walka- powiedział wstając.Nie zamierzałam mu powiedzieć ,jak bardzo potrzebowałam w tamtej chwili jedzenia.- Prawie nigdy nie pozostawiam ich przy życiu- odpowiedziałam- I to pozostawia sprawę jasno.Olbrzymi garnek z pyszną zupą z kaczki, gotował się na ogniu. Zgłodniałam jeszcze bardziej. Nathanielnapełnił dla mnie miskę i postawił na stole.-Jedz- pouczył mnie- Tylko pomału. Nie chcę, żeby to wszystko, wróciło z powrotem z twojego żołądka.Ogromnie się wysiliłam, żeby nie wziąć miski i nie wlać jej prosto do ust, nie używając łyżki. Miał rację,zresztą, jak do wszystkiego.Przyniósł misę do mycia naczyń, położył na stole i zanurzył w wodzie szmatkę. Podniósł ją i wycisną, anadmiar wody spłyną i zaczął wycierać krew z moich zregenerowanych ran.-Miałaś szczęście, że przyjaźnię się z damskim krawcem. Powiedz mi, co się stało.-Śledziłam jednego i zaprowadził mnie do sklepu z świeczkami- powiedziałam z ustami pełnymi zupy-Prosto w zasadzkę.Zamoczył ścierkę w misce. Moja krew zabarwiła wodę.-Jak dużo ich tam było?- zapytał, ponownie wycierając krew.-Zabiłam szczęściu, a jednego zostawiłam przy życiu, ale nic nie powiedział.-Torturowałaś go dla informacji?- Spojrzał na mnie uważnie.Rzuciłam w niego piorunujące spojrzenie- Jak myślisz, jakim człowiekiem jestem?- Osobą, która dobrze wykonuje robotę-Nathaniel- mruknęłam gniewnie. On był moim najdroższym przyjacielem-jedynym- ale czasami, od naszejprzyjaźni były ważniejsze obowiązki.-Ostatnio odnotowano dwójkę bardzo potężnych demonicznych kosiarzy, którzy przybyli na dwórkrólewski w ostatnim miesiącu- powiedział.- Musimy dowiedzieć się, dlaczego oni tu są, zanim będą miećprzewagę liczebną w stosunku do ludzi na dworze.-Jak sądzisz, oni tu są tutaj żeby wybierać arystokratów, a potem wziąć ich duszę? Chcą zniszczyćcałkowicie angielskich błękitno krwistych?Potarł grzbiet nosa i wzruszył ramionami- Nie umiem powiedzieć, ale ta sytuacja może szybko przerodzićsię w tragedię. Potrzebujemy więcej armii.-A co z Preliatorem?- zapytałam.-Nie możemy jej zawiadomić?-Jest w Afryce- odpowiedział.- Widziałem się z Berengarem niecałe dwa tygodnie temu i powiedział mi, żejest w Ghadames1. Zajęłoby to jej i strażnikowi całe miesiące, żeby dostać się tutaj. Musieliby pokonaćmorze i ląd. Nie możemy na nich liczyć.-Myślałam, że strażnik umarł.-Jest nowy.1Miasto w zachodniej Libii, [ Pobierz całość w formacie PDF ]